Jest jednym z wielu polskich mechaników pracujących na międzynarodowym padoku. Od lat związany z teamem Energy Corse Racing Kart, w którym ścigało się wielu polskich kierowców.
Obecnie mamy w teamie „energetycznych” dwójkę Polaków. Adam Karasiński ocenia sytuację naszych w WSK przed weekendem finałowym na Franciacorcie.
Od lat towarzyszysz polskim kierowcom w najwyższych seriach kartingowych. Czy mamy dobrych driverów na tle innych kierowców z innych krajów?
Jeśli chodzi o Polaków w seriach WSK, FIA czy Champions of the Future, mamy bardzo mocną stawkę w każdej kategorii. Może nie zawsze widać to po wynikach, gdzie często brakuje trochę szczęścia, ale zdecydowanie mamy się kim pochwalić
Co się mówi o Polakach na kartingowym padoku? W kontekście ich rywalizacji na torze.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Remigiusz Samczyk, który od początku sezonu prezentuje znakomite tempo w Forza Racing. Błażej Kostrzewa w Ward po wielu sukcesach w końcówce sezonu OKJN, przesiadł się do kategorii OKJ, gdzie stawka jest naprawdę mocna, a mimo to walczy o wysokie pozycje. W tej juniorskiej grupie jest także Janek Gardzielik, który prosto z Mini wskoczył do OKJ. Na razie chłopak uczy się, stawka jest bardzo mocna i bardzo liczna, ale są już pierwsze małe sukcesy jak P7 czy P10 w grupach kwalifikacyjnych.
W finałach Kacper Rajpold, jadący w VDK, również pokazuje bardzo dobrą formę i często kręci najszybsze okrążenia oraz sektory, jadąc swój pierwszy sezon w kategorii senior. Oskar Gałan, który nie jest długo w kartingu, mocno nadrabia pod okiem MG Racing. Z kolei Wiktor Stalmach, po latach problemów z wagą w juniorze, pokazuje bardzo mocne tempo w seniorze.
Jeśli chodzi o kategorię Mini, wielkim pozytywnym zaskoczeniem jest Filip Stec, który przyjechał do WSK jako początkujący, a od razu zajmuje miejsca w TOP5 i notuje najlepsze okrążenia. Mimo braku doświadczenia i czasami popełnianych błędów, naprawdę widać w nim ogromny potencjał i materiał na numer jeden.
W kategorii U10 warto też wspomnieć o Hugo Hejnarze, pracującym pod okiem Franka Van der Windta. Mimo, że nie startują w najszybszych zespołach, potrafią walczyć o czołowe lokaty.
Podsumowując, mamy naprawdę mocną ekipę, która mimo, iż nie spędza siedmiu dni w tygodniu na torze, jest w stanie konkurować z najszybszymi kierowcami świata.
Jesteś członkiem fabrycznego zespołu, jaka jest atmosfera w drużynie?
Będąc w fabrycznym teamie Energy, gdzie szefową zespołu jest Luigina Guerini – jedna z najbardziej doświadczonych osób na światowym padoku – często jestem pytany o polskich kierowców, których widzą na torze. Wiele osób dostrzega w nich potencjał do wygrywania, a właśnie tego oczekuje każdy topowy zespół. Team Energy to prawdziwa kuźnia talentów. Panuje tam ciężka praca nad każdym zawodnikiem. Czasami padają ostre słowa, ale mają one jeden cel – wyeliminowanie błędów i słabości, które przeszkadzają w wygrywaniu. Jednocześnie atmosfera jest naprawdę wyjątkowa i bardzo rodzinna. Byłem miło zaskoczony tym, jak zostałem przyjęty – podobnie jak inni zawodnicy z Polski.
Do dziś często wpadają tam byli kierowcy. Litewski „predator” Simas Juodviršis potrafi przyjść codziennie na kawę i pogaduchy. Zawodnicy z innych teamów też chętnie zaglądają pod namiot Energy, wiedząc, że zawsze są tam mile widziani. Mimo że nie ma tam typowej, wydzielonej strefy dla rodziców czy dużej części gastronomicznej jak w wielu innych zespołach, jest to wyjątkowy team, który wychował wielu mistrzów. Przez jego ręce przewinęło się już 19 kierowców Formuły 1, w tym Max Verstappen. Ciekawostką jest fakt, że sam Max mieszkał przez trzy miesiące u Luiginy, a jego ojciec Jos Verstappen nieraz był przez nią „ustawiany do pionu” ostrymi słowami.

Czy podczas czterech dotychczasowych rund WSK Super Master Series było jakieś szczególne wydarzenie, które zapamiętałeś?
Najbardziej to chyba zmienne warunki. Na każdej rundzie było ciekawie – do ostatniej chwili czekaliśmy z decyzją, czy wystawić podwozie na suchy tor czy na deszcz. Często właśnie to decydowało o wynikach. Widać było też ogromny progres wielu zawodników. Nieskromnie wspomnę o moim podopiecznym Janku Gradzieliku, który w Lonato dysponował naprawdę mocnym tempem. Początek sezonu był dla niego trudny, brak dobrze przepracowanego grudnia mocno dał się we znaki, ale Janek się nie poddaje i pracuje jeszcze ciężej, żeby nadrobić straty. Powoli widać tego efekty. Samo Lonato było wyjątkowe, bo jako jedna z nielicznych rund odbyło się w pełni suchych i słonecznych warunkach. Niestety było też sporo groźnych wypadków. W jednym z nich ucierpiał Jan Sędek, jadący w barwach Ward Racing.
Jakie jest nastawienie przed finałem WSK na torze Franciacorta? Macie w zespole ukraińskiego lidera klasyfikacji.
Jeśli chodzi o ostatnią rundę, w teamie panuje raczej spokój. Lev prezentuje świetną formę i widać ogromne zaangażowanie zarówno z jego strony, jak i całego zespołu. Jego czasy okrążeń potrafią różnić się między sobą zaledwie o jedną dziesiątą sekundy, co pokazuje ogromną regularność. To naprawdę wyjątkowy zawodnik, już w sezonie 2025 zdobył podium mistrzostw świata jako rookie.
Jak długo współpracujesz z Energy i jak się tam znalazłeś?
Moja przygoda z Energy zaczęła się zupełnie przypadkiem. Pracowałem wtedy w teamie Maranello gdzie padła decyzja zmiany marki podwozia, tata Janka, Jacek Gardzielik, dzięki szerokim kontaktom biznesowym między innymi we Włoszech, trafił do bardzo barwnej postaci, jaką jest Mike Panigada, właściciel i założyciel Energy. I tak już od czterech lat, o ile dobrze pamiętam, działamy razem.
W jakim teamie zobaczymy cię w polskich rozgrywkach?
Jeśli chodzi o sezon w Polsce, od lat skupiam się głównie na pracy z Jankiem i działamy bardzo indywidualnie. Najprawdopodobniej wystartujemy w Kartingowych Mistrzostwach Polski w moich barwach, czyli AK Motorsport, oczywiście przy wsparciu i we współpracy z Energy.
fot. KSP Reportages
© ℗ Wszelkie Prawa Zastrzeżone




Facebook
Twitter
Instagram
YouTube
RSS