Jeśli ktoś daje wsparcie, to później uzurpuje sobie prawo do tego, by wykonać telefon i mówić: „teraz proszę oddać miejsce, potrzebujemy tych punktów i proszę, żeby zawodnik zwolnił” – opowiada Jacek Łyżeń, ,,kartingowy tata’’ Borysa.
Jesteś w tej dobrej sytuacji, że możesz swobodnie i spokojnie porozmawiać o kartingu i kartingowym ściganiu, padoku, zależnościach oraz wielu sytuacjach, o których, kiedy się jest w środku, niespecjalnie się o tym mówi. Dlatego, że skończyliście z Borysem już kartingową przygodę i kolejnym roku pojedziecie w bolidach. Największą bolączką ludzi jest to, i większość nie może w to uwierzyć lub zaakceptować, że mając świadomość istnienia układów i zależności, jest oszukiwana, czy podlega pewnemu specyficznemu działaniu czy mechanizmom panującym na padoku. Czy możemy zaryzykować tezę, że wszyscy ścigający się podlegają, nie chciałbym używać tutaj tak ostrego słowa, jak manipulacja czy oszustwo, ale pewnej grze?
To nawet nie jest gra. Ja bym powiedział, że jest odpowiednie ustawienie w szeregu. Po prostu trzeba znaleźć sposób, aby przez ten szereg się przebić. Niektórzy próbują to robić jeszcze na poziomie kategorii mini, co ja uważam za totalną bzdurę, bo w zależności od kategorii, możliwości manipulowania się zmniejszają. W kategorii junior są mniejsze, w seniorze jeszcze bardziej się zmniejszają, ale taką najbardziej zmanipulowaną kategorią jest właśnie mini. Ponieważ w większości w kategorii mini, wynik, jeżeli mówimy o dobrych zawodnikach, wynika w 99% z silnika. Więc w tej kategorii dzieją się takie „herezje”, że głowa mała. Sam byłem świadkiem takich sytuacji. Wiedziałem, kiedy silnik jest, kiedy zostaje „zabrany” i jak to wszystko wygląda. I najlepsza jest „zabawa” tymi dzieciakami, poprzez to lobby, a że kategoria mini jedzie tylko World Series Karting, z tych poważnych zawodów, bo nie ma dla tych zawodników zawodów cik-owskich, to jest dla tych, którzy chcą mieć wpływ „eldorado”.
Możesz to rozłożyć na czynniki?
To jest bardzo ciężki temat. I tu nie ma co się „spinać”. Jak wysyłamy dzieciaka w małej ramie w mini, gdzie ja miałem syna, który był drugi w światowym finale w Bahrajnie, a nagle ląduje we Włoszech i się okazuje, że muszę w szeregu znaleźć swoje miejsce. Miałem takie sytuacje, gdzie Borys był bardzo rozżalony, a ja mu zadawałem pytanie: Czy kupić ci ten silnik? Bo jak chcesz się cieszyć, że wygrałeś, to pójdę i kupię… i kończyliśmy rozmowę, że będziemy uczyć się jeździć i walczyć o ten „performance” i potencjał, a nie kupować silniki i wykładać dodatkowe pieniądze dla tunera, żeby moje dziecko było lepsze od tych dzieci, które te silniki mają kupione. Ta sytuacja się rozwija w juniorze i seniorze, ale już mniej, bo w im wyższej jesteśmy klasie, tym bardziej liczą się umiejętności kierowcy. Oczywiście mówimy o levelu dobrych kierowców. Ja wierzę, że bardzo wielu rodziców wierzy w swoje pociechy, że są świetne i sobie super poradzą, ale radzę, żeby jak najszybciej zweryfikować to poczucie i zderzyć się z rzeczywistością. I żeby nie wiem jak świetne były to tam „cudu nad Wisłą” nie będzie i nie będzie czegoś takiego za granicą, że przyjedziecie i będzie WOW! I teraz rzućmy się na trzy, cztery WSK-i, pokażemy jacy jesteśmy super i wspaniali – tak nie będzie!
W takim razie jak będzie?
Po pierwsze trzeba się „wyjeździć” ze stawką, bo zawodnicy muszą się nauczyć siebie nawzajem, muszą się poznać, nabrać szacunku – już o tym mówiłem w Radio Wnet – a po drugie musimy zakupić odpowiedni „performance”. Jeśli go nie zakupimy to jesteśmy „mięsem armatnim”. Podpisując umowę z teamem na cały rok częściowo ten „performance” zdobywamy, bo kupujemy pakiet startowy. Jeżeli kupujemy sobie tylko skrawek tego tortu i chcemy jednorazowo lub kilka razy wystartować, albo omijamy jakąś serię, a zespół chciałby więcej, to jesteśmy właśnie takim „mięsem armatnim”, finansującym tylko zespół. I to trzeba zrozumieć i przyjąć do wiadomości.
I ludzie mają tego świadomość?
Ja zawsze o tym mówiłem otwartym tekstem i ci, których spotkałem tam, na miejscu, mają tego świadomość. Ale w większości przypadków dopiero jak wystartują, budzą się ze snu. Że oto w seriach „monomarkowych” Rotax czy Rok świetnie nam szło, i nagle jedziemy na zawody CIK-owskie, albo WSK-i, bo to jest ta sama stawka, i bum – jest klops.
Zupełnie inny świat, jak i inny jest padok i sędziowanie…
…To jest w ogóle bardzo ciekawy temat. Jak sędziowie patrzą na nowych zawodników. A patrzą inaczej na zawodników, których znają i wiedzą jak jeżdżą. Bardzo często pojawiają się specyficzne kary, szczególnie w WSK. Ja mam bardzo duże zastrzeżenia do sędziowania w WSK i do promowania pewnych zawodników, a karania innych. Mam swoje zdanie na ten temat. W zawodach FIA już tego nie ma. Zawsze uwielbiałem te zawody, bo level sędziowania w FIA jest zupełnie inny, a poziom w WSK wydaje się być śmieszny. Ale generalnie ktoś, kto się tam pojawi, i dostanie tego przysłowiowego „kuksańca”, doskonale wie z czym to się je. Na pewno spotka jednego z nas, na pewno ktoś mu tam powie „spokojnie”. Z kartingiem jest trochę tak, jak z inwestowaniem na giełdzie.
Czyli jak?
Po pierwsze, trzeba zainwestować konkretną kwotę, żeby osiągnąć cel i druga rzecz, broń Boże nie można się za szybko zniechęcać. Trzeba popracować nad swoją opinią i bardzo, bardzo dużo wziąć na klatę. Bardzo dużo złych rzeczy będzie musiało wziąć też dziecko, ale to jest bardzo cenne, uczące takiej niesprawiedliwości życia, z którą trzeba się zderzyć. Tak jak i emocji, tych pozytywnych i negatywnych. Jeżeli kierowca jest mocny, to przez ten mur zaczyna się przebijać. Oczywiście ważny jest tu również element szczęścia, a także, tak zwany „race craft”. Raz na jakiś czas zdarzy się bardzo dobry „performance”, bo okaże się, że coś tam zagrało, i wtedy wychodzi na to, że ten zawodnik naprawdę potrafi być szybki, a przy okazji w końcu się trafi pod jakieś skrzydło, które w jakimś stopniu chce wesprzeć i też chce skorzystać na tym. Tak mniej więcej wydarzyło się w historii Borysa, że ktoś chciał skorzystać z tego, że Borys jest dobrym zawodnikiem i ma bardzo dobre czucie sprzętu oraz potrafi bardzo dużo przekazać. I wtedy daje to możliwości osiągnięcia wyniku, żeby w klasyfikacjach FIA być wysoko. Tak też Borys stał się kierowcą fabrycznym Sodi. Otrzymał wówczas bardzo duże wsparcie. Trzeba być bardzo wytrwałym, ale trzeba też zrozumieć to, że pewien etap „frycowego” trzeba niestety zapłacić. Chyba, że idziemy naprawdę „grubo”. Wykładamy grubą kasę, kupujemy najlepsze silniki, chcemy być bardzo grubymi rybami, ale wiadomo, że wtedy jest ryzyko, że haczyk zostanie połknięty.
Czyli trzeba zrobić plan na wiele startów?
Trzeba zabezpieczyć dość spory budżet, by przebić ścianę. A gdy się już przebije ścianę, to z biegiem lat i wieku kierowcy robi się łatwiej. Tylko wiadomo, że zawodnik musi być dobry. Wtedy level cenowy spada, do tego momentu, że mamy fajny deal, i jedziemy za darmo jako kierowca fabryczny, co zdarza się bardzo rzadko. Ale dzięki temu, co wyjeździł Borys dzięki swoim umiejętnościom, nam się akurat przytrafiło, z czego byłem niezwykle zadowolony.
Jak to wygląda?
Głównie wygląda to tak, że te największe fabryki, kiedy kierowca jest naprawdę bardzo dobry, zgadzają się na jazdę zawodnika „po kosztach”, czyli pokrywamy koszty jazdy w zawodach, bez żadnych narzutów. Wtedy możemy mieć nadzieję, że nasz syn czy córka, będzie traktowany w odpowiedni sposób, ponieważ w tym momencie zespół nie miałby żadnego interesu, żeby takiego zawodnika „spowalniać”, bo nie ma na nim żadnego zysku. Ale z drugiej strony trzeba wziąć pod uwagę, że jest traktowany jako jeżdżące laboratorium, bo zespół potrzebuje jego dane, jego telemetrię. Potrzebuje też kilku dobrych zawodników, żeby wykrzesać z ich jazdy jak najwięcej danych, które służą później temu, żeby można było w wyścigu coś osiągnąć. Dlatego tak dobre są wyniki Kart Republic i innych dużych zespołów, które dysponują dużą liczbą zawodników. Bo wówczas z mniejszej liczby treningów można uzyskać znacznie więcej danych niż mniejsze teamy.
Więcej przeczytasz w #46 wydaniu magazynu Polski Karting

fot. Loredana Ivancev (LRN Photo)
© ℗ Wszelkie Prawa Zastrzeżone




Facebook
Twitter
Instagram
YouTube
RSS