PODZIEL SIĘ

Wszyscy myślą, że na Wyspach króluje piłka nożna. Nic podobnego. Wielka Brytania żyje motosportem! Gdyby w jeden weekend zorganizować imprezy motoryzacyjne na stadionach to zabrakłoby stadionów – mówi nam Robert Solarski, szef polskiego automobilklubu w Wielkiej Brytanii.

Motosport na Wyspach Brytyjskich należy do najpopularniejszych dyscyplin sportu. W samej Anglii jest ponad setka torów kartingowych i kilkadziesiąt torów wyścigowych. Brytyjczycy niemal od początku motoryzacji żyją sportami motorowymi. Nic dziwnego więc, że to właśnie tam swoje siedziby mają największe teamy F1.

Roberta Solarskiego spotykamy w Southampton. To jedno z największych miast w południowej Anglii. Tam swoją siedzibę ma Polish Automobile Club UK i tam jest baza słynnego 303 Squadron Team, zespołu kartingowego, nawiązującego swoją nazwą do polskiego Dywizjonu 303, który walczył w Bitwie o Anglię i strzegł Wysp Brytyjskich przed nalotami niemieckiej Luftwaffe podczas II Wojny Światowej. Squadron nie tylko skupia ścigających się na wyspach polskich kartingowców. W tym roku drużynę zasilili również zawodnicy z Australii i Anglii. Jego popularność rośnie, a kierowcy coraz częściej zdobywają trofea. Rozmawiamy…

Skąd pomysł na utworzenie polskiego automobilklubu na Wyspach?
Gdy postanowiłem powrócić do motosportu na Wyspach poznałem grupkę polskich zapaleńców, którzy coś już zaczęli działać. Przyłączyłem się i po jakimś czasie powstał pomysł rejestracji klubu formalnie. I tak oficjalnie od 2015 mamy na Wyspach Polish Automobile Club UK.

To prawda. Ale aby napić się piwa nie trzeba budować browaru… A wy założyliście od razu team kartingowy 303 Squadron. Opowiedz tę historię.
(Śmiech) Nie tak od razu… To wszystko „wina” mojego syna Maksymiliana. Zaczął jeździć z nami w Anglii na rajdy i tak się nakręcił, że nie dawał spokoju. Gdy miał pięć i pół roku zabrałem go na gokarty, by ostudzić jego rozpaloną głowę. Niestety, to tylko pogorszyło sytuację (śmiech). Motosport jest jak narkotyk i ciężko się z niego wyleczyć. Co widać zresztą każdego roku. Wielkie gwiazdy pod koniec sezonu ogłaszają koniec kariery, a raptem za kilka miesięcy już siedzą za kierownicą w kolejnych zawodach.

Od razu zaczęliście jeździć w zawodach?
Pierwszy rok to zaledwie cztery wyjazdy na gokarty z Maksem. Musieliśmy wypożyczać sprzęt, a taka możliwość była oddalona o 150 mil od Southampton, gdzie mieszkamy. W 2015 kupiliśmy jakiegoś najtańszego karta na Ebay i zapisaliśmy się do Little Hornets Racing Academy. Tam, po trzecim starcie Maksa, gdzie wbił się na podium zapaliła się taka dziwna lampka nad głową „a może by tak coś więcej?”. Po pięciu rundach w LHRA zadebiutowaliśmy w Lydd, gdzie Maks miał pierwszy kontakt z kartingiem. Tam sobie uświadomiłem że potrzebujemy lepszy sprzęt, by iść w górę.

Większe potrzeby to większy budżet… Ale co ze Squadronem? Skąd pomysł na nazwę Dywizjon 303?
Głód jazdy był coraz większy i przekraczał moje możliwości finansowe więc zwróciłem się do znajomych prowadzących działalność gospodarczą o wsparcie naszej inicjatywy. A co do wyboru nazwy zespołu to był to istny zbieg okoliczności. Jadąc na zawody słuchałem radia. Głośno było wówczas o pewnym polityku z brytyjskiego parlamentu, który spóźnił się na bardzo ważne spotkanie i stwierdził, że „Polacy zakorkowali autostradę”… wtedy pomyślałem sobie: jakoś wam nie przeszkadzało, jak w 1940 Polacy ratowali was przed niemiecką inwazją. Gdy tylko o tym pomyślałem, zobaczyłem na słupie tabliczkę, że są organizowanie na pobliskim byłym lotnisku obchody Bitwy o Anglię. Trzy sekundy później już znałem nazwę naszego zespołu (śmiech). Teraz mamy 9 kierowców w kartingu, w tym po jednym z Australii i Anglii oraz jednego zawodnika w wyścigowej serii Clio Cup. Brzmi dobrze.

303 Squadron Team jest dzisiaj popularniejszy na Wyspach, pisze się o Was również w Polsce. Jaki macie cel?
Cel jest tylko jeden: mieć jak najwięcej najlepszych kierowców, tak jak Dywizjon 303 miał najlepszych pilotów. Przez to będziemy mogli przypominać co niektórym fakty historyczne związane z Dywizjonem 303 oraz szkolić młodzież nie tylko sportowo. Kolejny nasz target to stworzyć możliwości młodym zawodnikom, którzy nie mają takiego budżetu by jeździć i rozwijać swoje umiejętności. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, my nie potrafimy idealnie dobierać ustawień które pozwalają na wygrywanie, bo takiej wiedzy jeszcze nie posiadamy. Często trafiają nam się mniejsze lub większe błędy, ale mimo to jesteśmy w czołówce klubowych rozgrywek. Bardziej pracujemy z kierowcami nad „głową”, czyli jak podchodzą do zawodów i jak się zachowują podczas nich. Rywalizacja to dla nich ogromny stres i często sobie z tym nie radzą. Moim zdaniem na tym etapie jest to kluczowe, bo wyniki mówią same za siebie. W zaledwie dwa lata zaczynając od zera wdrapaliśmy się pod szczyt i teraz próbujemy go zaatakować.

Dostęp do motosportu w Anglii jest bardzo łatwy, każdy weekend to kilkanaście imprez.

Jak wygląda środowisko kartingowe w Anglii? Wiemy, że torów jest tam bez liku. Wy operujecie na południu wyspy. Jak to wszystko tam wygląda?
Dostęp do motosportu jest tu bardzo łatwy, każdy weekend to kilkanaście imprez. Jak nie rajdy to rallycross, wyścigi, drifting i oczywiście karting. Brytania żyje motosportem! A wszyscy myślą, że to piłka tu króluje. Nic podobnego. Gdyby w jeden weekend zorganizować imprezy motoryzacyjne na stadionach to zabrakłoby stadionów. Aby bardziej to przybliżyć podam przykład. Tylko w ubiegłym roku wzięliśmy udział w kartingu aż w 10 rożnych mistrzostwach na 7 torach zgarniając 8 tytułów. A to wszystko tylko w promieniu 150 mil. A gdzie reszta Wyspy?

W porównaniu do Polski wygląda to imponująco.
Kiedyś mówiło się, że Dolny Śląsk, z którego pochodzę, to stolica rajdów. Mając w Kotlinie Kłodzkiej kilka najważniejszych imprez zaliczanych do MP myślałem wtedy, że mieszkam w najlepszym miejscu pod względem motosportu, i tak było dopóki nie wyjechałem na Wyspy. Teraz nie znam lepszego miejsca do uprawiania motosportu. Ilość serii wyścigowych jest tu tak duża, że potrzeba by było kilku godzin, by to wszystko wypisać. Jeśli chodzi o karting, to mamy tu zawody klubowe praktycznie na każdym torze.

Jak wygląda struktura kartingu?
Pierwszy stopień to zawody IKR czyli Independent Kart Racing, w których jeździ się bez licencji. Następnie można wejść o poziom wyżej, wówczas wystartujemy w zawodach pod egidą MSA. MotoSport Association to angielski odpowiednik PZM, który już wymaga od nas licencji. Zrobimy ją bez większych problemów w każdym klubie. Potem w kalendarzu znajdziemy rozgrywki regionalne obejmujące większy obszar terytorialny, startuje w nich standardowo 150-200 kierowców. A kolejny krok to British Karting Championship – Super One Series. Absolutny TOP nie tylko w UK, ale i także w Europie.

Jak wyglądają zawody? Jaka jest atmosfera na padoku?
Atmosfera jest bardzo przyjazna. Oczywiście czasem pojawiają się jakieś zgrzyty, gdy są incydenty na torze, ale po chwili się o tym zapomina. Często się zdarza, że nie trzeba prosić o pomoc, gdy coś się wydarzy, bo konkurenci z toru sami oferują pomoc. Nam się to przydarzyło już dwukrotnie gdy otrzymaliśmy pomoc w postaci części, których nam zabrakło by naprawić karta po wypadku. Tak jak mówiłeś, torów mamy bez liku i często zmieniamy środowisko, ale atmosfera wszędzie jest taka sama. Niestety nie mogę porównać tego do polskich warunków, bo znam je tylko z opowieści. Ale podejrzewam, że jesteśmy chyba w trochę lepszej sytuacji tutaj na Wyspach Brytyjskich.

Czego można Wam życzyć w najbliższej przyszłości? 303 kierowców w zespole?
Tak, to by było coś wspaniałego. Największy na świecie zespół kartingowy! Myślę, że w tym roku nie osiągniemy takiej magicznej cyfry, ale patrząc na liczbę kierowców zainteresowanych współpracą z nami, to w ciemno mogę strzelić że na koniec roku będziemy w gronie największych zespołów kartingowych.

Kierowcy Polish Automobile Club UK/303 Squadron Team
Karting: Maksymilian Solarski (Southampton), Colin Ważny (Bristol), Maciej Hamera (Reading), Jakub Jakoniuk (Londyn), David Aulejtner (Fochriw/Walia), Adrian Haniewicz (Southampton), Jack Price (AUS), William Jennings (ENG/Southampton)
Samochody: Marcin Wiśniewski (Banbury)

Robert Solarski jest założycielem i dyrektorem generalnym Polish Automobile Club UK. Kieruje również drużyną 303 Squadron Team. Jest także dystrybutorem opon rajdowych i wyścigowych marki Extreme Performance Tires. Pochodzi z Krosnowic na Dolnym Śląsku, mieszka w Southampton/UK.

Rozmawiał Paweł Surynowicz
fot. 303 Squadron Team
© Wszystkie prawa zastrzeżone

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here