PODZIEL SIĘ

W miniony weekend w hiszpańskiej Zuerze odbyła się druga runda kartingowych mistrzostw Europy kategorii KZ i KZ2. W zawodach wystartował jedyny Polak, Bartosz Idźkowski. Przed rundą w Hiszpanii polski kierowca zapowiadał pozycję w pierwszej piętnastce. Słowa dotrzymał.

– Liczę na top 15 – rzucił krótko tuż przed wyjazdem do Hiszpanii. W rozmowie z reporterami Polskiego Kartingu Bartosz Idźkowski nie chciał prognozować konkretnej pozycji. Zaznaczył tylko, że ma nadzieję, na dobry wynik mieszczący się w pierwszej piętnastce kierowców KZ2. Nie pomylił się i słowa dotrzymał. W Zuerze przyjechał na metę na 14. miejscu, a więc plan wykonał zgodnie z zapowiedzią.

Na hiszpańskim torze wystartowało 44 kierowców. Do głównych faworytów należeli zwycięzca poprzedniej, inauguracyjnej rundy we Włoszech, Duńczyk Andreas Fasberg, kierowca gospodarzy Pedro Hiltbrand oraz Niemiec Maik Siebecke, którego obserwowaliśmy w dobrej formie kilka tygodni temu w Sarno. Idźkowski, który aspiruje do pierwszej dwudziestki tej najszybszej kategorii, w treningach prezentował się bardzo dobrze. Jechał szybko uzyskując szósty czas w treningu oficjalnym swojej grupy. W czasówce uplasował się w efekcie na 19. pozycji i przed rozpoczęciem wyścigów kwalifikacyjnych miał sporą szansę na bezpośredni awans do grupy finałowej.

W kwalifikacjach poradził sobie doskonale, choć sam nie jest zadowolony z uzyskanego wyniku. W trzech wyścigach plasował się na dziesiątym miejscu, jeden kończąc na pozycji dwunastej. – Coś się chyba stało z oponami po czasówce, bo wózek nie jechał tak, jak powinien. Opony były tak zgrzane, że w ogóle nie trzymały się asfaltu – relacjonuje Idźkowski. Ale uzyskana pozycja wystarczyła, by zakwalifikować się do ścisłego finału jako 26. w całej stawce. Optymizmem napawała również niedzielna rozgrzewka, w której Idźkowski plasował się na 17. pozycji wśród finalistów. Zapowiadała się bardzo ciekawa walka Polaka.

Prefinał, w którym polski kierowca wystartował z 13. linii pozwolił przesunąć się na mecie o kilka miejsc do przodu. Wydatnie pomogły w tym decyzje sędziów o karach dla czwórki kierowców i wykluczenie jednego z faworytów Fasberga. 22. pozycja ustawiła Polaka w 11. linii startowej do finału. Przed nim znajdowała się cała czołówka i kilku kierowców mogących odegrać w wyścigu finałowym kluczowe role. Holendrzy Marijn Kremers, Stan Pex, Irlandczyk John Norris oraz niezwykle utytułowany Brytyjczyk, mieszkający na stałe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Sean Babington startowali tuż przed Idźkowskim, co sprawiało wrażenie swoistej bariery nie do przejścia, ale również i szansy na włączenie się do walki o wyznaczony przed zawodami cel. Za polskim kierowcą ustawili się na starcie również szybcy w tym sezonie Maxim Martyniuk z Rosji i Włoch Fabian Federer, którzy tylko czyhali, by na pierwszym zakręcie po starcie przesunąć się do przodu.

Wyścig finałowy zaczął się od agresywnego natarcia drugiej części stawki. Na pierwszym zakręcie z rywalizacji odpadło pięciu zawodników, w tym Federer i szybko jadący w czołówce Niemiec Tom Lorkowski. Kierowca DTK Poland również ruszył do przodu i o mały włos nie podzieliłby losu Federera. Idźkowski musiał ratować się przed kraksą wyjeżdżając na pobocze.
– Do finału założyliśmy nowe opony i dopiero wtedy poczułem, że wóz jedzie jak należy – mówi. – Tuż po starcie było niezłe spięcie na pierwszym zakręcie i musiałem „iść poboczem”, aby ominąć kraksę. A tam jest tak sypki piasek, że dla silnika jest zabójczy. Jednak udało się i pognałem do przodu.
Idźkowski przesunął się ostatecznie o osiem pozycji kończąc wyścig na 14. miejscu. Tuż przed nim finiszowała grupa trzech kierowców, którzy byli w zasięgu Polaka. Zabrakło jednak kilku okrążeń. – Byłem od nich wyraźnie szybszy. To było widać po każdym kolejnym okrążeniu, ale zabrakło trochę czasu. Dodatkowo, w trakcie ostatnich czterech kółek czułem, że mój silnik słabnie i tylko czekałem, aż „się skończy”. Żwir z pobocza tuż po starcie zrobił swoje. Mimo to, jechałem szybciej o tej grupki. Ostatecznie start uznaję za bardzo udany, choć mogło być trochę lepiej – przekonuje Bartosz Idźkowski.

Wyścig finałowy wygrał Włoch Francesco Celenta, który jednak tuż po starcie został ukarany pięcioma sekundami za falstart. Najwyższe miejsce podium czekało więc na zawodnika gospodarzy Pedro Hiltbranda, który wyprzedził Szweda Joela Johanssona i Francuza Paolo Besanceneza. W czołówce znalazł się Sean Babington, który skończył finał na siódmej pozycji. Jednak najwięcej wyprzedzeń miał Maik Siebeckie z Niemiec. W finale wystartował z ostatniej pozycji, a na mecie zameldował się na 8. miejscu, 23. pozycje wyżej.

Po drugiej rundzie mistrzostw Europy w klasyfikacji generalnej prowadzi Pedro Hiltbrand, który zgromadził na koncie 52 punkty. Drugie miejsce okupuje trzech kierowców, Joel Johansson (35), Paolo Besancenez (35) i Włoch Luca Corberi (35). Na piątej pozycji znajduje się Andreas Fasberg (34). Polak sklasyfikowany jest na 23. miejscu z dwoma punktami na koncie.

Klasyfikacja II rundy KZ2
1. Pedro Hiltbrand ESP (CRG/Maxter)
2. Joel Johansson SWE (Energy/TM) +1.303
3. Paolo Besancenez FRA (Tony Kart/Vortex) +1.437
4. Luca Corberi ITA (Tony Kart/Vortex) +2.029
5. Jorge Pescador ESP (Praga/Parilla) +2.272
6. Francesco Calenta (Parolin/TM) +3.070 (w tym 5 sek. kary)

14. Bartosz Idźkowski POL (Ricciardo/TM) +13.078

fot. Mariusz Idźkowski (DTK Poland)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here